RSS
wtorek, 08 października 2013
Niemoc.

Moja zjawiła się niespodziewanie, podczas pewnego niedzielnego prasowania. W czerwcowe, ciepłe popołudnie. Było trochę duszno, zanosiło się na deszcz, ale nic nie zapowiadało huraganu. 

Wydawało mi się kiedyś, że niemoc to pewnie jakaś cicha i podstępna bestia. Że co prawda skrada się powoli, wślizguje się z szelestem, nakrywa głowy czarnym szalem, ale w zasadzie jest niegroźna.

Ale nie. Byłam w błędzie. Ona jest jak wojna i ma straszną moc: pędzi z wrzaskiem przez nasze domy, anektuje nasze ziemie, porywa dzieci, zabija mężów, gwałci żony i kradnie nasze złoto.

Tyle tylko, że jest niewidzialna.

Nie dokończyłam wtedy prasowania. Czerwcowa, ciepła noc. Stałam po jej ataku oszołomiona, rozglądając się wokół siebie, w ciszy, z własną niemocą u boku.

Z niemocą, której nie widać bo jest jak powietrze.

Czy ktoś wie, jak zabić powietrze?

 

07:18, anitaes
Link Komentarze (15) »