RSS
poniedziałek, 24 września 2012
Włoskie buty.

Włoski kryzys kwitnie w najlepsze. Obroty w handlu spadły o prawie 40 %. Restauracje i sklepy z odzieżą - miejsca, gdzie Włosi nigdy nie żałowali pieniędzy - teraz świecą zupełnymi pustkami. Nowe jesienne kolekcje są podziwiane, kto wie, czy nie bardziej niż zwykle - jak niedostępne upragnione marzenie - ale nikt nic nie kupuje. Myślę, że za chwilę, na trzy miesiące przed końcem sezonu pojawią się w witrynach informacje o wyprzedażach - co w zasadzie mnie nie zdziwi - podobnie jak zimowe kurtki i wełniane swetry, wystawiane w ostatnie dni sierpniowych upałów.

Dziś widziałam nowy marketingowy pomysł na podniesienie sprzedaży: sieć sklepów obuwniczych kusi na billboardach hasłem: przynieś swoje stare buty a na nowe dostaniesz 30 % zniżki. I prezentuje mniej rozgarniętym zdjęcie kosza na śmieci pełnego koślawych, brudnych adidasów.

Jeszcze parę miesięcy tej ogólnoświatowej bessy, a okaże się, że za półdarmo kupimy tu wszystko: jabłka - jeśli przyniesiemy oślinione ogryzki, kawę - gdy pokażemy kieszenie pełne sprasowanych fusów i salami, pod warunkiem, że zachowamy w całości stary flaczek.

Dolce vita, jakby kto pytał.

21:09, anitaes
Link Komentarze (3) »
środa, 19 września 2012
W Sansepolcro pada deszcz.

Od kilku dni stale myślę o Chustce. Gdy zasypiam i gdy się budzę. Gdy mieszam makaron w garnku. Gdy jem łososia albo avocado. I gdy koty siadają mi na kolanach.

Nie zaglądałam do niej często. Raz w tygodniu, czasem rzadziej. Lubiłam jej styl, ryzykowne porównania i swobodę, z jaką pisała. Od kilku dni tam nie zaglądam. Nie jestem w stanie.

Pamiętacie "Greka Zorbę"? Śmierć Madame i te wyjące żałobnie baby? Te, które Zorba kopniakami wyrzucał za drzwi a które tylko czekały, by znów się wsunąć do środka i macać jedwabne sukienki i strusie pióra? Lamentujące płaczki, czujnie wypatrujące znaku, że już można?

Wkurwia mnie ten hałas i to, co tam się dzieje. Jestem zażenowana. Przepraszam wszystkich niemacających, którzy nie zasługują na takie porównania.

Znów zaczęło padać. Naciągam na siebie kurtkę. Pomarańczową, ulubioną. Pies z nadzieją patrzy na smycz. Wystawiam twarz na deszcz. Wysuwam język i łapię krople.

Za nią.

Chustka pewnie też by tak zrobiła.

21:55, anitaes
Link Komentarze (5) »
Duma narodowa.

Piękny kraj, powtarzali co rusz znajomi Włosi, z którymi niespodziewanie pojechałam na chwilę do Polski, bo panowie chcą ulokować tam swój biznes. Pomysł jak dla mnie karkołomny, piętnaście lat prowadzenia firmy w Polsce to moje niezatarte na zawsze i pozbawione optymizmu doświadczenia. Jednak biorąc pod uwagę ostatni Raport Wolności Gospodarczej Świata, gdzie Polska zajmuje 48 miejsce a Włochy 83, czyli niżej niż Grecja, Jamajka, Rwanda i Mongolia, sprawa jest godna przemyślenia. I przemyślałam ją dokładnie przez te trzy dni, by dojść do wniosku, że nie jest tak źle, jak to nieukrywaną masochistyczną lubością stale powtarzamy.

Włosi byli oczarowani.

Autostradami: zobacz, nawet zieleń wykoszona, jak w prywatnym ogrodzie.

Stacjami benzynowymi: czysto i tańsze paliwo.

Poznaniem i Warszawą: nikt nie rzuca petów na ulice (?!) i ludźmi: grzeczni i ładnie ubrani.

Moją dumę narodową warzył nieco fakt, że ich doświadczenia ze krajami dawnego bloku wschodniego ograniczały się do mocnych, ekstremalnych i pełnych dramatycznych zdarzeń doświadczeń w Rosji. Poza tym, jak wiadomo, centra miast z reguły pokrywa warstwa blichtru i pudrowej posypki, tramwaje lśnią umytymi szybami a sklepy żarzą się luksusem, a ja wiem, i wy też, że im dalej, tym pudru mniej, tak jak mniej tynku na elewacjach, aż dociera się do miejsc, gdzie lepiej się nie zapuszczać z facetami w różowych koszulach, obcisłych marynarkach i zadbanych fryzurach, bo to jawna, k..wa prowokacja naszych łysych chłopaków w dresach, wrażliwych jak nikt inny na świecie na każdy przejaw inności i zapach mydła.

Ale pomijając fakt, że:

- pracownik Budgetu na lotnisku w Modlinie poszedł sobie do domu pięć minut przed lądowaniem opóźnionego samolotu z Rzymu - co z radosną satysfakcją zdradził mi siedzący obok Hertz,

- zaraz potem lotnisko otoczyła policja z powodu jakiegoś pozostawionego bagażu i przetrzymała nas na nim 2 godziny

- korki o jedenastej w nocy na trasie gdańskiej przekroczyły dopuszczalne normy

- z kranów w hotelach leciała żółta jak herbata woda

- kotlety schabowe były stare, sałatki zmęczone wczorajszym dniem a mała woda mineralna w polskiej restauracji kosztuje więcej niż duża we włoskiej

to wszystko poszło absolutnie rewelacyjnie i bezproblemowo.

I nawet kawa była niezła, całkiem niezła choć droga, którą zamawiałam mówiąc: tylko proszę taką dobrą, w małych podgrzanych filiżankach, z pianką, bez dodatku wody, i z mocno ubitym mlekiem, ale nie UHT tylko świeżym, i ciemny cukier, błagam, żeby wstydu nie było, bo to Włosi.

I wstydu nie było.

Piękny kraj.

13:23, anitaes
Link Komentarze (3) »
piątek, 07 września 2012
Emma w Cortonie.

- Znalazłaś miejsce parkingowe! Niesamowite!

- Co roku tu jeżdżę. Rok temu też byłam. Drogo i mało autentyków. Ale może dziś zdarzy się cud.

- Trzy espresso i rogalik 9,50? Mówiłam wam, że to miasto jest dla głupich Amerykanów.

- Tak, powinni tej Mayes postawić tu pomnik. Dzięki niej mogą serwować caffe za 2,50. Drożej niż pod Coloseum.

- Skąd mieliście zaproszenia?

- Ta grafika jest niezwykle sugestywna. I unikatowa. Tysiąc? Hmm. Chyba dam sobie spokój.

- Spójrz, piękne krzesło.

- Ten człowiek mi się nie podoba. Ma jakąś chytrość na twarzy. I ta cena. Poza tym, nawet gdyby było tańsze, nie mogę kupić krzesła u kogoś, kogo nie lubię.

- Jak stąd wyjdziemy, pokażę wam co się stało Cortonie. Nie będzie się wam podobało.

- Poproszę to samo, co ta pani.

- Twoja bruschetta też niejadalna? Suchy chleb i stare pecorino. Ważne, żeby nazwa była odpowiednia. Taverna Toscana. Amerykanie zjedzą każdego suchara, byle tutaj.

- Byłam tu przed tym komercyjnym szaleństwem. To była dziura. Ale autentyczna i spokojna, i co najważniejsze, bez słoneczników.

- Poczekaj, aż wyjdziemy. Zobaczycie chińskie atrakcje Cortony.

- Każ mu wyjąć szufladę. Zobaczysz, czy to autentyk. Łączenie drewna, to jest najważniejsze.

- Nie mówiłam? Fejk.

- Co nie spytam, wszystko z XV i XVI wieku. Oni myślą, że jesteśmy głupcami.

- Padam na pysk.

- Chodźcie tutaj. To chciałam wam pokazać. Sklepy ze słonecznikami. Za chwilę będzie drugi. Słonecznik na tysiąc sposobów. Obrazy, magnesy, ramki, breloki. Brzydszych nie znajdziecie. Zalały Cortonę, jak biblijna plaga.

- Te na fioletowym tle. Albo te wielkie, zmutowane, jak po wybuchu jądrowym. Nie, nie, te z oczkami! Zobaczcie.

- Amerykanom się podoba. Widzieliście na wystawie choć jednego? No właśnie. Oni wolą słoneczniki. I złodziejskie caffe za 2,50. Żeby choć było dobre...

 

/zanotowane w Cortonie, 03.09.2012. Pięćdziesiąta narodowa jubileuszowa wystawa antykwaryczna/

20:15, anitaes
Link Komentarze (4) »
niedziela, 02 września 2012
Na jesień najlepiej patrzeć z góry.

Wczoraj zauważyłam, że niektóre drzewa zaczynają żółknąć. W dodatku w zeszłym tygodniu padało i po tym deszczu, zupełnie nagle, jakby ktoś zapomniał zamknąć drzwi lodówki przyszło ochłodzenie. Alba powiedziała, że to już zima i natychmiast wpadła w depresję, co było jak śnieg w lecie, bo Alba zazwyczaj grzeje a nie chłodzi ludzi. To z kolei zirytowało Emmę: " mam za dużo problemów, by martwić się ostatnim deszczem i przeczuciami Alby; co roku tak samo biadoli i  histeryzuje" - powiedziała mi na boku i z niecierpliwością powiodła wzrokiem po niebie.

W piątek było przyjęcie u Nancy, przyszło mnóstwo ludzi, każdy z własnym specialita della casa, była sałatka ziemniaczana, rissotto z warzywami, kurczak w curry, makaron z migdałami - to Alby, która nie je mięsa /" ...tylko tę marchew. Stale je marchew. W końcu na głowie wyrosną jej zielone liście" - powtarza Emma, skubiąc kurczaka, najpewniej przekonana, że od niego nie porośnie piórami/ i wiele innych cudów.

Nasz chleb zrobił furorę, choć mi najbardziej smakowały małe, czerwone winogrona z omszałą skórką  - le fragole, które przywiozła Emma ze swojego wiejskiego domu i postawiła na stole w drewnianej skrzynce. Jadłam je i z wysoka, bo dom Nancy góruje nad okolicą, obserwowałam wieczorne mgły. Tak - pomyślałam - Alba ma jednak powody do smutku: mgły były gęste jak mleko, jesienne, bezczelnie i szeroko rozpostarte - jakby to było ich party; a o ósmej zrobiło się ciemno i zaczęło wiać i szarpać zwiewne sukienki.

Wczoraj: targi starych grafik i książek w Cita`di Castello, potem w Arezzo targ staroci a na koniec wernisaż naszego dobrego znajomego, Vincenza Calli, którego nostalgiczne obrazy - zwłaszcza ten jeden, zatytułowany "Ostatni dzień lata" ponownie doprowadziły Albę do kompletnej żałości i łez. Na ich otarcie chciała namówić wszystkich na kolację w makrobiotycznej restauracji ale nikt się nie kwapił, co natychmiast skwitowała Emma: " Zauważyłaś, że tam zawsze siedzą smutni ludzie? Siedzą i męczą te swoje smutne cukinie i kiełki na smutnych talerzach. To jedzenie nie ma w sobie radości" - a potem spojrzała znacząco na Albę i wzruszyła ramionami.

Dziś była Cortona i słynna wystawa antykwaryczna - temat na osobną notkę, bo zwiedzanie miasta w obecności zdegustowanej angielskiej arystokratki, która ma wyrobione zdanie o Amerykanach w Toskanii i która całe lata spędziła w domach aukcyjnych kupując wysmakowane antyki i wie, o czym mowa - to było piękne doświadczenie.

Niebawem zjadą ostatni goście - wyczekiwani od dawna znajomi, później będzie zakup drewna na opał a potem, zgodnie z przepowiednią Alby, zima i palenie w kominkach.

Co do spraw przyziemnych, to powiem tylko, że rozpadły się moje ulubione buty i wiem, że muszę przyjąć to godnie, najlepiej z angielską powściągliwością, choć, nie ukrywam, dopadła mnie depresja bo to strata niepowetowana.

Mój jesienno-żałobny nastrój osładza jednak fakt - i tu szczęśliwa szybuję po niebieskim niebie - że ciężkie, nabite żelaznymi ćwiekami drzwi do Castello zostały właśnie otwarte - cały czas mam w uszach ten przyjemny stukot opuszczanej delikatnie zapadki - klik - a skóra wciąż pamięta miły chłód zarośniętego bluszczem kamiennego przedsionka.

Tak, jeśli chodzi o mnie, nie mogę już doczekać się jesieni - a zwłaszcza jej widoków z wysokiej zamkowej wieży - gdzie ma powstać złoto-biała sypialnia.

 



22:33, anitaes
Link Komentarze (6) »