RSS
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Spaghetti.

Pewien profesor z Padwy kupił sobie dom i kawałek ziemi, blisko Sansepolcro, koło Monte Santa Maria Tiberina. Uprawia ogród. Ma kury i kozy. Robi sery. Czasem ktoś go odwiedzi bo jego dom leży przy szlaku. Profesor oferuje wędrowcom posiłek. Jak ktoś sobie życzy. Dziesięć euro za stół z widokiem na Valtiberinę. Zimna woda ze studni. Pomidory z własnego zagonu, pieczony w domu chleb.

Profesor odstawił cywilizację bo go zmęczyła. Poszedł drogą, której mu zazdroszczę. Ostatnio zainstalował sobie panele solarne, wcześniej, przez kilka lat nie miał prądu.

Ostatnio trafili do niego ludzie z Rzymu. Troje ludzi z kasą. Tacy, co zawsze kupują to co chcą. Zamówili u profesora jedzenie. Nie byli grzeczni. Wręcz przeciwnie. Dość obcesowi i aroganccy. Profesor powiedział: nie. Zdziwili się. Bardzo się zdziwili. Potem się zdenerwowali. No bo jak to tak? Stary żyje w rozpadającym się domu, biednie, co widać gołym okiem i nie chce ich obsłużyć? Gardzi ich pieniędzmi? Postanowili nie odpuścić. Nie lubili, gdy ktoś im odmawia. Jeden z mężczyzn wyjął sto euro i rzucił na stół. Profesor powtórzył: nie.

Więc po chwili na stole pojawiła się kolejna setka. A potem jeszcze jedna. Profesor wzruszył ramionami i wziął pieniądze. Goście uśmiechnęli się z satysfakcją. Zapalili i rozsiedli się wygodnie na krzesłach. Wszystko jest kwestią ceny, prawda?

Po kilku minutach profesor postawił przed nimi trzy talerze. Na talerzach, jak kolorowe spaghetti leżało drobno pocięte trzysta euro.

Proszę - powiedział profesor, bo był dobrze wychowany - smacznego, ragazzi.

09:50, anitaes
Link Komentarze (8) »
czwartek, 09 sierpnia 2012
Nie ma mnie tu...

 

Mocuję się z pewnym zamkiem.

Bo mam wielką ochotę dostać się do środka...

Jak widać, zabezpieczeń nie brakuje. Chronią mieszkańców przed intruzami.

Od 1140 roku.

Przed wszystkimi tymi obcymi.

Dziwnymi.

Nie naszymi.

Przed nami także.

Szukam więc wytrycha.

Może będzie nim kominek wielki jak dom? Może dywan z Shahrai, koniecznie jedwabny? Albo lampy Jana Pauwelsa, płynące jak wodospady?

A może rzeźby pewnego artysty o polskich korzeniach?

Coś zadziała, byle nie na siłę. Te bramy z kasztanowego drewna są w stanie wytrzymać każdy tępy łomot.

Po to przecież powstały.

My musimy pokonać je sposobem.

Delikatnie.

Delikatnie jak satynowy połysk marmurowej głowy w holu.

Albo dotyk grubego lnianego splotu pod palcami.

Zachwyt będzie lepszy niż łom.

Klik, klik, klik.

I otwarte.

15:59, anitaes
Link Komentarze (10) »