RSS
niedziela, 18 maja 2014
Do widzenia, moi drodzy.

 

Nie mówię "żegnajcie", bo przecież nigdy nic nie wiadomo.

"Żegnajcie" ma w sobie gorzki smak ostateczności, a ja nie wierzę w ostateczność.

...

Przeczytałam wczoraj kilka moich starych wpisów.

I zachłysnęłam się nimi, zdziwiona i uradowana swobodą, odwagą i dystansem do ludzi i rzeczy, które w nich odnalazłam.

Przez moment miałam wrażenie, że spotykam kogoś, kogo kiedyś dobrze znałam, a kto wyjechał daleko i niespodziewanie, pozostawiając po sobie puste krzesło, książki na półce i zdjęcia w ramkach.

Mówię więc "do widzenia" bo wyruszam w podróż, by odnaleźć mojego zbiega. I wcale nie będę nalegać by wrócił, zajął opuszczone krzesło czy wziął z półki przeczytaną już kiedyś książkę. Przeciwnie, mam zamiar mu potowarzyszyć, i w tym wygnaniu, i w nieznanym, i w wędrówce, dokądkolwiek by mnie ona nie zaprowadziła.

Bo moja wolność, dystans i odwaga, one wszystkie gdzieś tam są; albo krążą z radością po świecie, i używają życia, albo pozostawione w głębokim ukryciu jak ostatnia złota moneta, schowana pod kamieniem na czarną godzinę, czekają aż je odnajdę.

I zacytuję siebie z dawnego wpisu, tego pod tytułem:  "Pod osłoną nieba", co niektórzy uznają pewnie za szczyt narcyzmu, a inni za przejaw całkowitego upadku weny, a co mnie tylko utwierdza w przekonaniu, że umiem szukać zgubionych skarbów:

"...życie niesie nas samo, mimo, że marzymy, by nim pokierować"

Niech więc wszystko płynie i fruwa. Wyrzucam krzesła przez okno. Książki poczekają w kartonach.

Bywajcie.

Odezwę się kiedyś z drogi.

18:07, anitaes
Link Komentarze (17) »