RSS
środa, 01 maja 2013
Majowa notka dla pięćdziesięciolatków.

Wiem, wiem.

Milczę.

Co nie znaczy, że nie myślę.

Ostatnio na przykład zastanawiam się nad tym, że skoro nasze dziecięce doświadczenia nadają kształt naszej psychicznej konstrukcji i formę naszym dorosłym upodobaniom, to jaką rolę odegrał w moim życiu taki dajmy na to Bartolini Bartłomiej - do usług, i ta jego wielka chochla, wąsik i miłe okrągłości? I czy aby to on nie spowodował, że prowadzę ostatnio włoskie a nie, na przykład, amerykańskie życie?

Czy do tego wyboru przyczynił się fakt, że pies Huckleberry był zwykle w poniedziałkowym Zwierzyńcu, a ja nie lubię poniedziałku, nigdy nie lubiłam, zawsze wydawał mi się ciemny i ponury, jak smutny poranek po słonecznej niedzieli, więc może dlatego jankeski pies budził we mnie pewną niechęć choć borówki amerykańskie owszem, nawet lubię?

I czy dlatego właśnie preferuję koty, a nie psy, psy śmierdzą deszczową porą, taka ich natura psia ich mać a koty pachną ciepło, mają delikatne łapki i są miękkie? Ale przyznaję, słodki Filemon mnie nie wzruszał, bardziej fascynował mnie czarny, nieprzenikniony Bonifacy, i jego błogosławiony wschodni spokój zen, co niewątpliwie miało wpływ na moje sercowe wybory.

Za to zupełnie rozwalał mnie miś Coralgol, to był wyjątkowo depresyjny mały gnojek, te jego sieroctwo, jakieś draństwo wkoło, smutek, łzy i łkania. Nienawidziłam Coralgola, cyrku, metalowej klatki, w której co rusz ktoś go zamykał, a swoją drogą co za menda wymyśliła tę ciemną jak ludzka natura bajkę, i zupełnie nie potrafiłam mu współczuć, był żałosny w żałosnej nędzy swego żywota, miał dziwny nos, dostawał stale od życia w dupę, no i był Francuzem.

Toli też nigdy nie lubiłam, i wiem, bo pytałam, mało kto ją lubił, w przeciwieństwie do Bolka, a zwłaszcza Lolka, ten ostatni zresztą był moim wyjątkowym faworytem, mimo, że w wieku kilku lat był prawie całkiem łysy, co budziło moje najwyższe zdumienie, ale wtedy generalnie cały świat budził zdumienie. Tola zaś przypominała mi nudną harcerkę, pilną i bez wyobraźni, ubierała się schludnie i jadła regularnie posiłki, i zastanawiam się, czy to ten fakt spowodował, że generalnie z kobietami nie trzymam, zwłaszcza takimi jak Tola, jakby Tola pozbawiła mnie złudzeń, raz na zawsze, i wybierałam zwykle towarzystwo kolegów, zwłaszcza tych, którzy nie ubierali się schludnie i nie jadali pożywnych śniadań?

I tu dochodzimy do Żwirka i Muchomorka, których uwielbiałam, nie zdając sobie wówczas sprawy, że są hipstersami, zresztą to słowo wtedy nie istniało, tak jak słowo "geje", ten slang powstał później, a ja w kwestii nazewnictwa jestem zupełnie bezproblemowa, czeskie bajki nauczyły mnie tolerancji i miłości bliźniego, taki Krecik mieszkał w tunelach, dziś powiedzielibyśmy, że patologia a to był bardzo zmyślny i sprytny krecik, i nikt mu nie wytykał wówczas, że jest stale uwalany ziemią.

No i został nam jeszcze Piaskowy Dziadek, enerdowski wybryk natury z aryjskim małym noskiem. Było w nim coś fałszywego, jakaś dwoistość, co zresztą szybko się potwierdziło; dostałam z Niemiec piaskowego dziadka i natychmiast odpadła mu broda a pod czerwoną czapką nie miał włosów tylko klej i to mi wystarczyło, by skończyć z nim raz na zawsze, co historia przypieczętowała po latach a mnie uchroniło przed wyjazdem na zachód w ramach szukania własnych korzeni. A poza tym, co by nie mówić, sypanie dzieciom piasku do oczu by szybciej zasnęły ma posmak totalitarnej wschodnio niemieckiej tortury.

Tak więc istnieję, jak widzicie, bo myślę, myślę intensywnie, tym bardziej, że ostatnio mało mówię, co zresztą jak widać ma dobre strony, mówienie czasem zagłusza myśli, zwłaszcza te złote, dodam nieskromnie.

I dziś, w związku z tym, miłej majówki i intensywnego myślenia przy grillu wszystkim życzę.

17:58, anitaes
Link Komentarze (18) »