RSS
wtorek, 03 grudnia 2013
Małopolski parkour. Li dedykuję.

Zimą nie umiem nie mówić o kominkach.

To jak narkotykowy głód, pierwsza potrzeba, to jak zimowa choroba, nawracająca z początkiem listopada.

Podobna do świątecznej gorączki, bez której rok zamknąłby się niczym.

W całym mieście pachnie drewnem, co czujemy przez pierwszy tydzień a potem ten piękny zapach staje się normą, i znika. Dopiero Emma, przylatując z Londynu na tydzień, uświadamia nam, że miasto otula ciepły, miękki zapach płonących polan.

Przeczytałam ostatnio, że radni województwa małopolskiego doszli do wniosku, że palenie w kominkach trzeba uznać za nielegalne.

Bo smog, pył i ogólnie fe.

Moja wyobraźnia podsuwa mi obrazy spektakularnych akcji tropienia kominkowych przestępców.

Specjalnych oddziałów policji, policji rzecz jasna dachowej, uzbrojonej w lornetki, drabiny, mocne sznury, w strojach adekwatnych do tak odpowiedzialnych zadań. Policji wspinającej się na kamienice, rynny i ruchome dachówki.

Przykładów jest wiele, niektóre bezcenne...

Czujnej i zmobilizowanej, ha, nawet z burymi kotami w roli psów tropiących w garści, która obserwuje na wysokościach krakowskie kominy, osłania oczy przed zimowym słońcem -  nomen omen i tak zasnutym nowohuckim dymem, która gotowa jest natychmiast ruszyć do akcji by spacyfikować bandyckie, antyspołeczne nawyki.

Cóż, połamania nóg w tej szlachetnej walce ze kominkowym złem.

 

 

10:46, anitaes
Link Komentarze (5) »