RSS
piątek, 21 lutego 2014
Klucz jest rodzaju żeńskiego.

Zobaczyłam je, wiszące na jakiejś zakurzonej maszynie. Zapytałam Dorellę, czy to ich, i czy mogę zrobić im zdjęcie.

U Giuseppe i Dorelli kupujemy stare drewno. Ich skład znaleźliśmy przypadkiem kilka miesięcy temu. Lubię tam jeździć. Mimo, że mieszkają daleko sprawia mi to przyjemność bo są najszczęśliwszą parą, jaką poznałam w życiu.

Klucze były zakurzone i pordzewiałe, połączone z barwnymi zawieszkami i ciasno spięte drutem. Zawieszone na szarej zieleni wyglądały jak wielka kiść przejrzałych winogron.

Były piękne.

- Nie, to nie nasze. Dostaliśmy je kiedyś od firmy, która remontowała w Arezzo opuszczoną kamienicę. To był wielki skandal, sto pokoi, a w każdym prostytutka. To trwało przez kilka lat. Zlikwidowali w końcu ten burdel pod koniec lat dziewięćdziesiątych.

Podeszłam bliżej. Spojrzałam raz jeszcze.

Po powrocie do domu wykasowałam zdjęcie.

Dźwięk otwieranych drzwi. Klucz przekręcany w zamku. Poruszenie klamki. Sto historii. Sto kolorowych zawieszek. A na każdej imię kobiety.

21:56, anitaes
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 lutego 2014
Miejsce którego nie ma.

Prawie pusta E45. Późne popołudnie, słoneczny zimowy dzień. Przede mną pomarańczowo-granatowe chmury, obrysowane jaskrawą, złotą linią. Nie potrafię oderwać od nich wzroku.

Plama zachodzącego słońca pada na odległe, ciemne wzgórza. Jeden jedyny zaśnieżony szczyt płonie teraz różowym ogniem. Resztki mgieł wokół migoczącej góry są jak biały welon.

Wpatruję się w mieniący się kolorowo krajobraz; zmuszam się do spoglądania na drogę. Góra czerwieni się na tle zimowej, zgasłej zieleni. Chcę tam być, zaraz, natychmiast, dopóki słońce trzyma się ciągle horyzontu. Pojechać krętą drogą ponad schowanym w cieniu miastem. Zdążyć. Patrzę na zegarek. Obliczam szybko odległość. Pół godziny? Może trochę więcej.

Przyśpieszam.

I nigdy tam nie docieram.

Tego miejsca nie ma. Widzę je stąd, oddalona o kilkanaście kilometrów, na pustej E45. Ze słońcem po swojej lewej stronie, z górą po prawej. Tylko w tym momencie i góra i słońce, i granatowe chmury dają się schwytać i trwają w przedwieczornym, krótkim spektaklu. Złapane na krótki moment, odbite refleksem w szybie samochodu i moich przeciwsłonecznych okularach.

Nawet zatrzymanie czasu tu nie pomoże, bo z miejsca, do którego tęsknię widok jest zupełnie inny, i inne są tamtejsze pragnienia. Oświetlone odległym zachodem, który właśnie przemija.

10:49, anitaes
Link Komentarze (2) »