Blog > Komentarze do wpisu
Beziers czyli śmierć miasta.

Beziers, Montpellier, Avignion. Trzy miasta we Francji, które warto odwiedzić, jeśli ma się ochotę na targi staroci.

Byliśmy tylko w Beziers, zabrakło czasu na dwa pozostałe. Mam nadzieję, że latem będziemy bardziej wolnymi ludźmi i wtedy zostaniemy tam dłużej.

Beziers, miasto do niedawna prawdziwie francuskie, umierało kilkanaście lat, i teraz jest martwe. Jeśli przyjedziecie tam przypadkiem, albo tak jak my, w konkretnym celu, zdziwi was i zaniepokoi jego centrum.

Bo niby wszystko trwa, kamienice z kutymi balkonami stoją jak stały, drewniane okiennice zasłaniają duże okna, kupicie bagietki i wino w małych sklepach, jeśli ich dobrze poszukacie, a jednak nic nie jest prawdziwe. Jakbyście oglądali rzymskie ruiny w Rzymie, teraz opanowane przez czarnoskórych sprzedawców podrabianych torebek Luisa Vuitton i okularów Prady, którzy bez skrupułów rozwieszają swoje towary na płotach okalających najważniejsze zabytki Europy.

Kto był w Rzymie, wie o czym mówię.

Arabskie życie kwitnie w Beziers, rozwija się i toczy leniwie, we wschodnim, nieśpiesznym rytmie, a wszystko to na tle starej katedry i wąskich, stromych ulic. Zamknięte na zawsze kawiarnie na ich rozwidleniach, opuszczone domy pozaklejane ogłoszeniami o sprzedaży, powybijane szyby w nieczynnych sklepach, w których jeszcze niedawno okoliczni mieszkańcy kupowali świeże warzywa i pachnące sery - wszystko to opowiada historię, która już  tu nie powróci.

Beziers, jak Rzym, odeszło na zawsze.

Nie czuję złości, jak Oriana Fallaci, która w swoim słynnym, kontrowersyjnym manifeście "Wściekłość i duma" dała wyraz swojej goryczy i rozpaczy.

Ja tylko nie wierzę w symbiozę kultur, ich pokojowe współtrwanie, i życie w równowadze. Stare centrum Beziers jest tego dowodem.

Na ruinach Beziers powstaje nowe życie. Okupione rdzą zjadającą szykowne, kute balustrady.

I nic na to nie poradzę, że żal mi tego starego.

 

 

poniedziałek, 07 kwietnia 2014, anitaes

Polecane wpisy

  • fragile, fragile

    dla stęsknionych: witajcie w kartonowym świecie wróciłam

  • Epilog.

    Żegnanie się z domem to trochę jak wypuszczanie dziecka w świat. Z nadzieją, że da radę. Że jest mądre i silne. Że sobie poradzi sobie. Że spotka na swojej drod

  • Klucz jest rodzaju żeńskiego.

    Zobaczyłam je, wiszące na jakiejś zakurzonej maszynie. Zapytałam Dorellę, czy to ich, i czy mogę zrobić im zdjęcie. U Giuseppe i Dorelli kupujemy stare drewno.