Blog > Komentarze do wpisu
Namiętność.

- Wchodzę do stolarza i co widzę? Poczekajcie...

Filippo wstaje od stołu i wychodzi do przedpokoju. Zamyka za sobą drzwi i zaraz je otwiera.

- No więc wchodzę, o tak, i co widzę? Chryste! Zamykam i otwieram oczy. Dwa razy.

Filippo zamyka i otwiera oczy. Dwa razy.

-To leży tuż przy samych drzwiach. na podłodze. Jak śmieć jakiś. Leży na ziemi, porzucone, pod warstwą kurzu z pilarki, no, po prostu dusza wyje...

- Ale co leży?

- Poczekajcie. Więc jak mówiłem, wchodzę. Widzę to, zastygam na moment, ułamek sekundy, serce też zastyga, oddech zamiera, w głowie burza, ale zaraz się reflektuję. Ręce zimne, chowam je do kieszeni, boję się, że facet zobaczy jak drżą, twarz pokerzysty, oczywiście, a w środku wulkan. 

Filippo siada ciężko przy stole.

- Już tam nie patrzę. Patrzę na burdel w stolarni, na swoje buty, na deski w kącie. Ale ciągle to widzę. Jasne, że najchętniej bym klęknął, padł na kolana, podmuchał, odgarnął ten śmietnik dookoła, pogłaskał, wytarł koszulą...

- Co tam leży?

- ...ale nie, nie nie. Nie mogę. Bo przepadnę, i to przepadnie. Więc co robię? No? Zamawiam jak jakiś palant listewki, drewniane, dwie sztuki, cholera wie po co, bo żadnych przecież nie potrzebuję. Facet przytomnie pyta mnie o drewno, o długość, nic nie rozumiem, kiwam głową, coś tam mówię, pewnie myśli, że wczoraj piłem...A ja cały czas myślę, myślę intensywnie, cały się z tego myślenia spociłem, tylko jedno teraz jest ważne, tylko jedno...

- No mów!

- ... jak to od niego wyciągnąć, od tego prostaka, prymitywa cholernego, cwaniaka, co gdy tylko zauważy, poczuje tym swoim brudnym nochalem czego naprawdę chcę, będzie chciał mnie oskubać do ostatniego centa.

- Powiesz wreszcie?

- No przecież mówię. Myśli mi galopują, w głowie zamęt, obok drugi facet tnie drewno, kurz mi wpada do oczu, płakać mi się chce, nie wiem, czy to od tych wiórów, czy ze wzruszenia, cztery lata tego szukałem, rozumiecie? Cztery lata...

- Chcesz wina?

- Chcę. Nawet teraz, jak o tym mówię ciśnienie mi skacze. No więc zamówiłem te listewki, pewnie nigdy ich nie odbiorę, albo odbiorę, co mi tam, i wiem, że muszę już iść, bo o czym mam z tym burakiem gadać, zaraz pomyśli, że jestem jakiś pedał albo co, tak się w niego wpatruję...a ja się wpatruję, bo szukam pretekstu, rozumiecie, jakiegoś punktu zaczepienia, żeby zagadać, coś tak niby przypadkiem, swobodnie, od niechcenia...

- Kupić...

- No właśnie! Kupić, dostać, załatwić, wyciągnąć, obojętnie, byle zabrać to stamtąd, do domu, do siebie, wyczyścić, zadbać, wychuchać, bo to tak jest, ja to wiem, że to nie my znajdujemy rzeczy, ale one nas. Więc idę w stronę drzwi, facet za mną, teraz znów mogę zerknąć, Boże, myślę, stan idealny, z lat 60-siątych, taki sam stał w sklepie na piazza, miałem szczęście z niego korzystać, dawno temu, wrzucało się żetony...może to ten sam? Jeszcze dwa kroki, jeden, zaraz muszę wyjść, wiem, i wiem, że albo teraz albo nigdy. - Co to za grat? - pytam, niech mi Bóg wybaczy tę ordynarność, i kładę rękę na klamce, że niby już, już wychodzę. 

- No i...

- No i facet mówi, że dostał od kogoś, chciał używać w stolarni, bo to ponoć odporne na kurz, ale szkoda zachodu, a poza tym on nie ma nerwów do takich pierdół - pierdół - powiedział, a ja poczułem wiatr w mózgu, i że to tak leży od miesiąca...Przełknąłem ślinę, ręce w kieszeniach, zaciskam palce, rośnie we mnie nadzieja, odważam się, trącam to butem, oczywiście delikatnie, i mówię: mogę to kupić, może mi się przydać, i pilnuję, z całych sił pilnuję, by głos mi nie zadrżał, bo będzie koniec, a on na to: dobra. Rozumiecie? Dobra, powiedział, i wziął 30 euro. A w środku był jeszcze jeden żeton...

niedziela, 10 listopada 2013, anitaes

Polecane wpisy

  • fragile, fragile

    dla stęsknionych: witajcie w kartonowym świecie wróciłam

  • Epilog.

    Żegnanie się z domem to trochę jak wypuszczanie dziecka w świat. Z nadzieją, że da radę. Że jest mądre i silne. Że sobie poradzi sobie. Że spotka na swojej drod

  • Do widzenia, moi drodzy.

    Nie mówię "żegnajcie", bo przecież nigdy nic nie wiadomo. "Żegnajcie" ma w sobie gorzki smak ostateczności, a ja nie wierzę w ostateczność. ... Przeczytałam wcz

Komentarze
Gość: 56b.pl, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/11/10 22:48:50
PIĘKNIE I DWUZNACZNIE WRÓCIŁAŚ . ZDĄŻYŁAŚ PRZED ZIMĄ !!!
-
Gość: , *.adsl.inetia.pl
2013/11/11 12:33:03
I co to był za skarb? Ps. Nareszcie!
-
2013/11/12 06:49:47
Nareszcie! Nie traciłam nadziei, że jednak któregoś dnia... no i jest! Witam i trzymam kciuki za powrót. Najserdecznniej pozdrawiam, ania.
-
2013/11/18 13:40:38
no ale co to bylo...?!
-
2013/11/20 23:29:46
ja jestem nowa i zaraz zaczynam czytanie bloga od poczatku :) i moze sie dowiem, co to bylo.. ha. pozdrawiam!
-
Gość: Ged, 88.199.193.*
2013/11/25 19:34:13
A cokolwiek, by to nie było - świetna narracja.
-
Gość: ninam, *.sta.tvknaszapraca.pl
2014/01/07 10:42:51
To jeszcze taki z obrotową tarczą, a nie na klawisze.... ech, cóż za emocje :)