Blog > Komentarze do wpisu
Hasanie po polach wojennych czyli gdy pierdyknie cos za oknem.

Moja wyobraźnia mnie męczy bo tworzy teoretyczne światy, z którymi potem się zmagam naprawdę. Choćby dziś. Coś tam huknęło za oknem, pewnie jakiś gaźnik starego Punto, jakich wciąż pełno we Włoszech a ja już snuję w swojej głowie historię wojenną. Co tam historię, epopeję snuję, z ogniem wpełzającym przez okna, z krzykami rannych sąsiadów, z wątkiem romansowym, oczywiście, ale także psychologicznym: bohaterskimi czynami nie generała, co tuż za ścianą w cichości gabinetu pucuje codziennie swoje ordery a Giovanniego z naprzeciwka, delikatnego i czułego, outsidera o długich smukłych palcach i nieśmiałym uśmiechu, który nagle zdobywa się na niezwykłe, prawdziwe męstwo i popełnia czyn odważny i niebezpieczny, grożący śmiercią, kalectwem lub banicją.

A przy okazji dopada mnie filozoficzno - praktyczne pytanie. Bo gdy tak sobie hasam po dzikich łąkach swojej wyobraźni, zastanawiam się nad kwestią uniwersalną. Co zabrałabym z domu, gdybym miała na to dziesięć minut i małą torbę podróżną? I świadomość, że cała reszta, pozostawiona w mieszkaniu przepadnie na zawsze, zmieciona wojenną pożogą.

Książki? Ale które? Wiersze Apollinaire`a? Powieści Eco? Munro? A może Antologię Spoon River? Lub coś Baumana? A co z całą resztą, która zajmuje tyle półek? Czy one są gorsze?

Zdjęcia? Czyje? Swoje czy dzieci?

Laptop? Chyba tak.

Obraz? Który? Tę grafikę z Hereford? Czy może ten mały pejzaż morski? A może botaniczne rysunki Andrea Mattioli?

A co z tym pudełkiem, w którym jest wszystko, co ważne i nieważne, mój śmietnik życiowy? Bilet na koncert Cohena w Poznaniu w 1984. Bilet miesięczny na autobusy ateńskie. Rysunki Marty. Rachunek za nocleg w Coimbrze. Diabeł namalowany na płytce łazienkowej przez Dymitra. Stare notesy z telefonami ludzi, których imion już nie kojarzę. Pudełko zapałek kupione na targu w Brukseli. Szare kamyki z jakiejś greckiej plaży. Nienoszone od dawna okulary. Listy.

Ciekawe. Nie pomyślałam o paszporcie, aktach notarialnych, polisie na życie, świadectwach i dyplomach, ładowarce do telefonu, ubraniach, kosmetykach, puszkach tuńczyka i kluczach.

Dla kogo sytuacje ekstremalne są bardziej łaskawe, dla tych sentymentalnych czy bardziej praktycznych? Dla tych co myślą o cukrze czy dla tych, co wybiorą rodzinną fotografię? Co w takich momentach jest najważniejsze? Ziemniaki i baterie do latarki czy karton uczuciowych rupieci bez wartości. I wreszcie co zostaje w rękach, gdy przejdzie wojenna zawierucha?

Nie wiem. Na ten temat moja wygadana wyobraźnia milczy.

czwartek, 23 lutego 2012, anitaes

Komentarze
Gość: Marta, eqt232.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/02/23 13:58:00
Tak jak bym czytała swoje mysli - te same refleksje i znaki zapytania. Uwielbiam Pani fantastyczne poczucie humoru , wrażliwość i to że jest Pani świetnym komentatorem potocznych zdarzeń . Taka też troszkę większa Ania z Zielonego Wzgórza!
Pozdrawiam serdzecznie i czekam z niecierpliwością na następny wpis.
Marta
-
Gość: Gaia, 109.78.125.1*
2012/02/23 16:23:38
pierwsza mysl: pies i koty!!
a z rzeczy? torebke podreczna (tam portfel/telefon) i laptop plus external, i jesli bym zdazyla zdazyla to stol/krzeslo do masazu
dobrze jest pomyslec czasem, co by sie wynioslo z plonacego budynku, co by czlowiek lapal/ratowal...to duzo mowi...
-
2012/02/23 17:03:41
Marta: przez całe moje dzieciństwo moja matka namawiała mnie do przeczytania "Ani..". Oczywiście tego nie zrobiłam. W pewnym sensie byłam z tego dumna. Wtedy wolałam przeczytać powieść J.C. Oates "Oni" o brutalnych nowojorskich policjantach, książki Hemingwaya, Styrona albo "Pantaleon i wizytantki" Liossy. I widzisz jak to jest, wszystko jedno co się czyta, byle literatura była dobra. Dziękuję za miłe słowa, mam nadzieję, że więcej ich nie powtórzysz - bo spłonę ze wstydu /lub pęknę z pychy/ - nie wiem, która śmierć gorsza.
Gaia: dobrze jest pomyśleć o tym...bo gromadzimy wokół siebie za dużo rzeczy, nie sądzisz? A przecież potrzebujemy tak mało...
-
Gość: viki, acnr165.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/02/23 17:42:13
Anito, czytam Cię namiętnie, komentarz chyba raz dodałam, ktoś już tu pisał, czasem brak śmiałości,bo jakbym się wpychała do znajomych, ale dziś gdy zobaczyłam ten ważny dla Ciebie kwit z Coimbry, to muszę zapytać(mogę?) co tam robiłaś, bo moja najstarsza córka właśnie tam studiuje architekturę w ramach wymiany z Erazmusa:)
A co do zabierania w takiej sytuacji tylko kilku przedmiotów to wybór jest ciężki, czasem utrata czegoś z pozoru niewartościowego może nam sprawić wielką przykrość. Ja kiedyś zostałam okradziona w pociągu, z torebki, dokumentów, 25 tyś zł, markowych kosmetyków, talizmanu i okulaówy Gucciego i wiesz płakałam za talizmanem i okularami, bo były nie do odkupienia , no talizmanu nawet bym się nie pokusiła odkupić, bo to byłoby bez sensu:)
Pozdrawiam serdecznie:)
-
2012/02/23 18:37:38
Gromadzę mnóstwo rzeczy,/ bardzo potrzebnych /. Marzę czasem o takim ,,oczyszczającym,, wydarzeniu. Planuję : proste wnętrze , najpotrzebniejsze rzeczy, surowa przyroda .
-
2012/02/23 20:55:39
Ja bym spakowała moje koty. Chrzanić resztę. To tylko rzeczy.
-
2012/02/23 22:29:57
Tess: o kotach nie pisałam, bo to oczywiste. Nawet jak nie byłoby by miejsca w torbie to włożyłabym je sobie w gacie. Auć! - co za wojenna perwersja...
56b: otoż to...ja też...
Viki: Coimbra - pierwsza stolica Portugalii. :) A tak poważnie najpiękniejsze miasto w tamtych stronach. Byłam tam na wakacjach. Mieszkałam w starym, XIX w. hotelu - plusze były spłowiałe i wytarte, balustrady kute i finezyjne a śniadania podawano na srebrnych półmiskach. To był cudowny, przebrzmiały szyk - jak mogłabym wyrzucić ten rachunek? Córce zazdroszczę. Niech przywiezie Ci płytę z fado z Coimbry - zupełnie inne brzmienie.
-
2012/02/24 08:23:11
Przeprowadzka, smierc najbliższych, utrata dotychczasowej sytuacji materialnej skutecznie zachęci do minimalizmu i rezygnacji z gromadzenia pamiątek, ktore tylko zgryzoty dodają, albo potem są problemem dla tych, którzy zostają. Takie gorzkie doświadczenia były moim udziałem, chociaż nadal obrastam w nowe przedmioty, ale mogę zostawić wszystkie bez żalu i wziąć tylko złoto i walutę powszechnie wymienialną, jesli tylko jest na składzie. Przynajmniej ułatwi nowe życie.
-
2012/02/24 09:57:01
To co niezbędne - metrykę, precjoza i broń, choćby białą.
-
2012/02/24 17:01:59
to ciekawe, ze powtarza sie laptop wsrod rzeczy najpotrzebniejszych... ciekawe dlaczego? osobiscie - mysle, ze ze wzgledu na zdjecia (nasze laptopy to nasze "zewnetrzne pamieci", w ktorych przechowujemy wspomnienia zaklete w obrazy wykonane technika cyfrowa).

ja ratowalabym zycie najblizszych, moich zwierzat ( koty :-) i pewnie wzielabym dokumenty, bo bez nich trudno cokolwiek zalatwic, zorganizowac, wyegzekwowac czy poprostu poruszac sie.

a pamiatki? o! to juz wymaga dluzszego zastanowienia. chociaz szczerze mowiac, one tez nie maja znaczenia. to tylko symbole, czytelne wylacznie dla nas. a wspomnienia sa w nas samych i przechowywane na naszych "osobistych dyskach" sa z nami wszedzie. wszystko inne mozna zgubic, moga nam ukrasc, zabrac , albo trzeba bedzie sprzedac . wspomnien nie odbierze nikt. zwlaszcza, gdy wspomina ktos taki jak ty ( vide: wpomnienie o kocie)! :-)
-
Gość: , 85.222.119.16*
2012/02/24 17:13:34
Tak, co jest najważniejsze? Te wartości materialne mieszają się z sentymentem..
Wygrywają praktyczni. Czy ja chcę być pragmatyczna? Wielokrotnie brałam życie za bary, ale to jakby nie mój świat tylko konieczność.
-
2012/02/24 18:51:44
Jakoś tak toczyły się dzieje mojej rodziny, że z każdej zawieruchy wojennej wychodzili z jedną walizką. I co zostało dla pokoleń? Sztućce Frageta, arras z manufaktury Potockich w Buczaczu, trochę pojedynczej porcelany, kilka cennych dziś obrazów, album ze zdjęciami mojego pradziadka i jego towarzyszy z 1905 roku z wycieczki do Grecji, zdjęcia w idealnym stanie i bezcenne. Dziadek Adam opowiadał mi, że wysiedlali ich albo Niemcy, albo Rosjanie, pakowali co mogli, w totalnej panice, stąd sztućce i koziołki do nich, a nie coś cenniejszego.
Wzięłabym dzieci, koty, psa, portfel, dokumenty i bieliznę na zmianę.
A reszta jest wielkie g... warta.
-
2012/02/24 18:53:35
Ha! To trzeba by sprawdzić. Teraz mogę myśleć różnie, a w gdyby działo się to w rzeczywistości, mogłabym się nieźle zdziwić. Laptop tak, ale komputer stacjonarny już trudniej. To, co pcha mi się do głowy, to notesik ze starymi wierszami pisanymi od ostatnich lat podstawówki. I zdjęcie rentgenowskie płuc mojego szczura.
Ciekawe byłoby właśnie stanąć tak - nagim od rzeczy.
Gdy pieska i kotka byłyby już bezpieczne - najważniejsze stałyby się kontakty, możliwość połączenia się na nowo z ludźmi. A te w większości mam w głowie.
-
2012/02/24 19:58:59
11aniamat: "zdjęcie rentgenowskie płuc szczura" - nigdy bym o tym nie pomyślała. Chryste!

Li: co ty mi z tym portfelem i dokumentami ściemniasz - i tak wiem, że wzięłabyś ten kubek z ze skrzydłem anielskim i porcelanowe baletnice. I świece zapachowe, he, he.
-
2012/02/24 20:44:14
Anita, hehe- genów nie oszukasz:P
-
2012/02/24 20:50:40
Ale lubię o sobie myśleć, że jestem pragmatyczna i zorganizowana:))
-
2012/02/24 21:32:01
Ja też, Li, ja też...
-
2012/02/24 22:13:26
Tak, "rentgen płuc szczura"....
Kiedyś może o tym więcej napiszę. Albo Ci opowiem.
Ania M.
-
Gość: Pellegrina, host-89-230-79-36.rzeszow.mm.pl
2012/02/24 22:42:38
Kiedyś widziałam migawkę z pożaru. Kobieta wzięła pierzynę, krzesło i jednego bucika. a miała kilka minut czasu. Ale było to nocą i zimą
-
2012/02/25 17:28:09
Poeta Bezdomny zabrał świeczkę i święty obrazek.
-
Gość: danah, host250-126-dynamic.238-95-r.retail.telecomitalia.it
2012/02/25 22:25:10
ja kota w torbe i jej chrupki , dokumenty, telefon i cieply sweter- cala reszte chrzanic, juz dawno doszlam do wniosku ze "oplacam czynsz otaczajacym mnie rzeczom" .. no i laptop gdybym zdazyla