Blog > Komentarze do wpisu
Stosunek ambiwalentny.

Nie było łatwo zrobić te zdjęcia. Najpierw dom przy Via Mateotti był zapakowany w rusztowanie i szczelną plandekę. Zza plandeki dochodziły pokrzykiwania w niewłoskim języku. To tu ostatnio częsta sytuacja. Włosi nie potrafią, nie mogą lub nie chcą spuścić z tonu /czytaj: z ceny/ i w to miejsce wchodzą firmy albańskie.

Potem rozebrano rusztowania. Elewacja kamienicy została odnowiona. Wyglądała nieźle, choć ja nie lubię tak wymuskanych efektów. Kamienica jest wielka, chyba największa na tej ulicy. Po jej zewnętrznych wymiarach sądzę, że może mieć prawie 2000 mkw.

Kilka dni po zdjęciu rusztowania pojawił się jakiś człowiek i zaczął czyścić zamkniętą do tej pory bramę. Miał okulary jak denka butelki i dziwną, włóczkową czapkę na głowie. Z daleka wydawał się być w podeszłym wieku, ale okazało się że to młody facet, stale naburmuszony i irytujący.

Brama była otwarta szeroko, on nakładał warstwy zmywacza do farb a ja parkując codziennie w tym miejscu zerkałam do środka. Najbardziej fascynował mnie hol, wyłożony popękanymi kamieniami i pomieszczenie tuż przy wejściu - pomalowana w szaro-czerwone ornamenty kaplica.

Giovanni, bo tak miał na imię facet w okularach początkowo nie zgodził się na zdjęcia. Był raczej niechętny do rozmowy i momentami arogancki. Bał się mnie wpuścić do środka, poza tym był mocno zajęty. Nie dałam za wygraną.  Najpierw zagadałam o coś konserwacji drewna. Potem spytałam czy ma wizytówkę. Myślał, że jestem Angielką lub Niemką. Zaczęliśmy rozmawiać, choć nie był zbyt wylewny.

Po jakimś czasie zrobiłam kilka kroków i udało mi się, omijając śmieci i jakieś porozrzucane puszki wejść do kaplicy. Boże! Okularnik kręcił się niespokojnie, ale nie protestował. Miał swój interes: chciał mi pokazać wystawiony na sprzedaż dom swojego przyjaciela. Widać było, że kołacze mu po głowie blada myśl, że być może pomogę mu go opchnąć i zrobić deal życia. Nie wyprowadzałam go z błędu i to powstrzymywało go przed wyrzuceniem mnie na ulicę. Chciwość rządzi światem.

Przez cały czas mówiłam o naszym domu, bardziej do siebie niż do niego, a przy okazji wsuwałam się do środka. Udawałam też zainteresowanie tym nieszczęsnym domem na sprzedaż, niech mi Bóg wybaczy. Ja też chciałam zrobić deal. Guzik mnie obchodził ten dom, tak jak i interesy, jakie zamierzał na nim robić Giovanni, chciałam tylko zrobić foty w tej kamienicy i krótka przyjaźń z okularnikiem była na to jedynym rozwiązaniem.

Dowiedziałam się przy okazji, że ta wielka kamienica należała jeszcze do niedawna do znanej rodziny  Buittonich, zanim kupiła go jakaś spółka z Bolonii. Mówimy o najnowszej historii, plotkach właściwie, bo dom ma długą, renesansową przeszłość.

W końcu poszliśmy razem kilka ulic dalej zobaczyć tę przeklętą nieruchomość kumpla. Powiedziałam, że chętnie obejrzę, ale za to chcę zrobić parę zdjęć w kaplicy. Interesują mnie kolory, które koniecznie, ale to koniecznie chcę utrwalić. Chwilę kalkulował i w końcu niechętnie na to przystał. Zamknął bramę i mieszczący się tuż obok swój warsztat i ruszyliśmy w dół.

Nie będę opisywać tamtej nieruchomości. Nie ma ona żadnego znaczenia. Powiem tylko, że dom był przeciętny i nudny, ale widok z jego okien absolutnie zachwycający. Gdyby można było kupić sam widok...

Gdy wchodziłam z okularnikiem do środka, przez myśl mi przyszło, że to typowa scena z taniego thirllera: kobieta idąca do domu z niepozornym, pociesznym i milczącym facetem, który po przekroczeniu progu zdejmie swój maskujący strój /głupia czapka i zakrywające pół twarzy okulary/ i który okazuje się być krwawym, seryjnym mordercą, zwanym bestią z Valtiberiny.

Cha, cha, cha. Choć przez moment nie było mi do śmiechu.

Nie ma obaw - jesteśmy na włoskiej prowincji. Tu morduje się w emocjach, nożem, w biały dzień, przy pełnej widowni, najlepiej na piazza w targowy dzień, nigdy w ukryciu i na zimno. Co to za zabawa: zabić i nikomu nie powiedzieć? A gdzie krzyki tłumu, gorączkowa gonitwa, tryskająca krew, roztrząsanie racji, honor i udział rodziny?

Po pół godzinie wróciliśmy szczęśliwie na Via Mateotii. Przyszła pora zapłaty, Giovanni. Wróciłam z aparatem. Oto kilka fotek, które zrobiłam. Nie ma tego dużo, bo okularnik był poddenerwowany, rozglądał się i prosił, bym się pośpieszyła. Wygląda na to, że tajemniczy inwestor z Bolonii naprawdę ma długie pazury i ostre zęby. Tak czy owak, wnętrze kamienicy, nie tknięte od wielu lat ani pędzlem, ani miotłą było tajemnicze i fascynujące. Pewnie niebawem, gdy zacznie się w nim remont, tajemnica zniknie. Smakujmy ją więc dopóki trwa.

I przypominam, że okupiłam zdobycie tego materiału obcowaniem z naprawdę nieciekawym osobnikiem, proszę więc docenić poświęcenie.

ok1

ok2

ok3

ok4

ok5

ok6

ok6

ok7

ok8

ok9

P.S. Tak sobie popatrzyłam na te zdjęcia i pomyślałam, że to byłby piękny plener do zdjęć: efemeryczne, delikatne modelki w białych sukienkach... Tylko ten inwestor z Bolonii, i jego żądne krwi pazury, niestety...

wtorek, 13 grudnia 2011, anitaes

Polecane wpisy

  • fragile, fragile

    dla stęsknionych: witajcie w kartonowym świecie wróciłam

  • Epilog.

    Żegnanie się z domem to trochę jak wypuszczanie dziecka w świat. Z nadzieją, że da radę. Że jest mądre i silne. Że sobie poradzi sobie. Że spotka na swojej drod

  • Do widzenia, moi drodzy.

    Nie mówię "żegnajcie", bo przecież nigdy nic nie wiadomo. "Żegnajcie" ma w sobie gorzki smak ostateczności, a ja nie wierzę w ostateczność. ... Przeczytałam wcz

Komentarze
2011/12/13 12:27:14
doceniamy!!! mam nadzieje ze nikt tego nie skuje!!!

a moze to jest twoj nowy projekt?

pozdr
m
-
Gość: Tess, 80.51.238.*
2011/12/13 14:02:09
Niesamowite! Warto było!
-
Gość: M, *.acn.waw.pl
2011/12/13 18:51:56
Każde z tych zdjęć stanowić może dzieło samo w sobie. ogromnie mi się podobają.
Niesamowite kolory, cienie i nastrój ! dziękuję !
-
Gość: anatema, 89.174.100.*
2011/12/13 19:22:58
W poście o domu na Żuławach było zdjęcie drogi z podpisem :" czy to nie depresyjny widok? " Nie,tamto nie było depresyjne / i ja nie sprzedałabym takiej drogi :)/.Tutaj zapadłabym w głęboką depresję :o.Zapadam zawsze,gdy wchodzę w ruinę i zaczynam myśleć o historii takiego miejsca.Leci w głowie jakiś przesmutny film, może robią jego projekcję osierocone Lary i Penaty ? Ale piękne są takie miejsca,piękne..... A Wasze domy wszystkie cudne :)
-
2011/12/13 21:45:52
Zdjecia niesamowite, jak wnetrza; co do mordercow, to wlasnie dzis w Belgii i we Wloszech, dramat.
Pozdrawiam.
-
anitaes
2011/12/13 22:05:23
gosia.irl: nie chciałabym. Ja wolę lubić inwestora niż się go bać.
Tess: tak. Szkoda że zdjęcia nie oddają tego chłodu i pustki. Poza tym, to moje zdjęcia, wiele im brakuje, ale liczą się chęci.
anatema, M: dziękuję.
sad.a.5: czytałam. Dramat.
-
2011/12/26 15:54:05
oj porobiłabym zdjęcia w takiej scenerii.... :)



agdybytak.blox.pl/html