Blog > Komentarze do wpisu
Wesołych świąt, Buon Natale!

Nasza pierwsza zima w Toskanii. Spodziewaliśmy się trochę deszczu i temperatury max. -2. W zeszłą środę zaglądamy na Corriere della Sera a tu niespodzianka. Temperatura w okolicach Sansepolcro ma spaść do - 14 stopni. Nie chciało nam się wierzyć, ale poczuliśmy to już w czwartek - na budowie było potwornie zimno. Trzeba się cały czas ruszać, bo można zamarznąć. Akurat pracowaliśmy w jadalni, odkrywaliśmy z tynku portal wejściowy, zbudowany z potężnych głazów, teraz to jest okno i drzwi, ale być może była to brama, są ślady po zawiasach. Kuliśmy, coraz bardziej zgrzani i niecierpliwi, by zobaczyć całość, a temperatura w domu nie przekraczała 5 stopni. W nocy zasypało śniegiem, a w sobotę było już -10, gdy jechaliśmy do Citta de Castello. Piękna polska zima. I tak samo drogi i ulice nieprzejezdne. Włochów usprawiedliwia fakt, że takie temperatury i śniegi bywają raz na 70 lat.

A oto kilka zdjęć zimy toskańskiej:

zima Izima IIzima IIIzima IV

Mamy nowego kowala. Luiggi dotrzymał słowa i przyprowadził kolegę. Ma na imię Lorenzo i nosi diabelską bródkę. Pojechaliśmy do jego pracownii, a potem do domu, by zobaczyć pewne rozwiązania dla szklanego dachu. Dom w budowie, na wzgórzu, z niesamowitym widokiem, przeszklony w dużej części i bardzo nowoczesny. Fajna, odważna architektura. Rozsuwane szkalne ściany, dach, podłogi. Ale poniewać zamarzały nam usta i oczy, nawet nie próbowaliśmy pogadać. Lori ma przyjechać do nas, by ustalić ostatnie detale i wtedy pójdziemy na kawę.

W weekend tylko w kaplicy-zbrojowni dało się pracować, zabraliśmy z domu termometr by kontrolować sytuację. Ale znów kolejne odkrycia. W miejscach, gdzie obecnie są sklepienia, kiedyś były prawdopodobnie okna. I to prawie na każdej ścianie. Po zbiciu tynku widać ślady zatynkowanych nisz. To kolejny dowód na to, że obecne, renesansowe sklepienia są dużo nowsze a budynek, teraz ciasno otoczony innymi domami, był wolnostojący. Gdy analizujemy wszystko razem: portal przy studni, odnalezione nisze, zamurowane okno w chiostro, czyli wewnętrznym podwórku, czy dawne przejścia, widzimy, jak wiele przez wieki wykonano przeróbek i przebudowań. K. zbijał wiszące tynki a ja, siedząc na rusztowaniu, milimetr po milimetrze, odsłaniałam freski. Niestety, są w bardzo kiepskim stanie. Częściowo spadły a częściowo wiszą na platkach poprzedniej farby. Rozmawiałam z Izą, konserwatorką z Gdańska i obiecała przesłać nam fiksaturę do ich utrwalenia takim w stanie, w jakim są. To suche freski,na tynku nie zostają po nich ślady, gdy farba się kruszy, spada wszystko i nie ma śladu po malunkach. Włoska konserwatorka, którą przyprowadził Sergio, też wydawała się bezradna. Zaproponowała, by zdjąć je w całości, z tynkiem, ale nie stać nas na takie zabiegi.

Na osłodę K. znalazł w ścianie kolejną niespodziankę: piękną, średniowieczną niszę, zaraz obok planowanej łazienki, w której idealnie zmieści się umywalka i lustro. Musimy zmienić tylko projekt, ale to mała cena za to odkrycie.

Fabrizzio skończył prace i do 10 stycznia wszyscy mają wolne. Przed wyjazdem do Rzymu, po rodziców K. zanieśliśmy na budowę małe prezenty: żubrówkę dla Franka i Luiggiego ( myśliwi!), torciki wedlowskie dla Marco, Francesco i Cosimo, oraz album o Gdańsku dla Fabrizzia. Było bardzo miło, złożyliśmy sobie życzenia, jak zawsze pożartowaliśmy i pa pa do Nowego Roku.

A w Rzymie było 20 stopni, piękne lato, nie chce się wierzyć, że kilka dni temu w Sansepolcro zamarzały rury i ludzie. To tylko 2 i pół godziny jazdy samochodem. Gdy wracaliśmy wieczorem z Fiumicino, u nas też temperatura skoczyła radykalnie i zrobiło się naprawdę ciepło. A wczoraj gotowałam bigos, barszcz z uszkami, smażyłam karpia, którego przywiozła mama, bo tu nie ma, i było bardzo miło. Przygotowałam też śledzie, ale na polsko-włoski sposób: polskie matiasy i gorczyca, włoska oliwa, cytryna i cebulka szalotka. Zajadaliśmy się też pysznymi Panetone, słynnymi babkami drożdżowymi, sprzedawanymi tylko przed świętami Bożego Narodzenia.

A potem wpadł na chwilę Franco i przyniósł nam wielki udziec dzika, którego sam upolował! Zupełnie nie wiem, jak go przyrządzić, może znajdę jakieś wskazówki w internecie.

Auguri di buon Natale! A tutti!


sobota, 26 grudnia 2009, anitaes

Polecane wpisy

  • fragile, fragile

    dla stęsknionych: witajcie w kartonowym świecie wróciłam

  • Epilog.

    Żegnanie się z domem to trochę jak wypuszczanie dziecka w świat. Z nadzieją, że da radę. Że jest mądre i silne. Że sobie poradzi sobie. Że spotka na swojej drod

  • Do widzenia, moi drodzy.

    Nie mówię "żegnajcie", bo przecież nigdy nic nie wiadomo. "Żegnajcie" ma w sobie gorzki smak ostateczności, a ja nie wierzę w ostateczność. ... Przeczytałam wcz

Komentarze
2010/01/01 17:57:42
U mnie we Florencji tez sa w zimie ogromne skoki temperatury.
Zalezy jak wiatr zawieje.
Gdy wieje polnocno - wschodni "bora" , jest zimno i mroznie ; prawie jak w Polsce.Natomiast poludniowy "scirocco" przynosi zupelnie wiosenne , a nawet letnie temperatury.
I to z dnia na dzien.
W ciagu dnia , w sloneczne poludnie ( oczywiscie w zimie) czesto bywa nawet 20'C , ale w nocy spada do pieciu lub zera.
Na szczescie snieg pada rzadko. Fakt , jest wtedy pieknie , ale miasto nieprzygotowane i nieprzystosowane do takich warunkow klimatycznych staje nie do zycia. Nawet piesze poruszanie sie po ulicach bywa problematyczne, a komunikacja kolowa tez sie slizga niemilosiernie i ...staje.